WIBOR pod lupą TSUE – kredyt hipoteczny w cieniu europejskiego sporu

11 września 2025 r. Rzecznik Generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej przedstawi opinię, która może zaważyć na tysiącach umów hipotecznych opartych na WIBOR-ze. Spór, zapoczątkowany w Częstochowie, wprowadza na salę sądową pytania o uczciwość konstrukcji kredytu i zakres ochrony konsumenta.

Jak doszło do pytań prejudycjalnych?

Cała historia rozpoczęła się od procesu przeciwko PKO BP. Kredytobiorca, który zaciągnął kredyt w 2019 r., zarzucił bankowi, że nie przedstawił mu w pełni ryzyka związanego ze zmiennym oprocentowaniem. Wskazał także, że WIBOR opiera się na deklaracjach banków i teoretycznie może być podatny na manipulacje. Sąd Okręgowy w Częstochowie nie poprzestał jednak na analizie akt – zdecydował, że pytania o fundamenty umowy powinny trafić do Luksemburga.

W efekcie powstał zestaw czterech pytań prejudycjalnych, które TSUE zarejestrował pod sygnaturą C-471/24. Pierwsze, najważniejsze, dotyczy tego, czy dyrektywa 93/13 pozwala badać zmienne oprocentowanie w oparciu o wskaźnik referencyjny WIBOR z punktu widzenia ochrony konsumenta. To właśnie ta kwestia może przesądzić o tym, czy sądy będą w ogóle mogły analizować konstrukcję oprocentowania hipotecznego.

Co chcą wiedzieć sędziowie z Luksemburga?

Polski sąd zapytał nie tylko o to, czy WIBOR podlega kontroli z perspektywy dyrektywy konsumenckiej, lecz także o możliwe konsekwencje pozytywnej odpowiedzi. Jeśli TSUE uzna, że sposób informowania o ryzyku był niewystarczający, otworzy się droga do stwierdzenia, że takie postanowienia umowne powodują znaczącą nierównowagę stron. W praktyce oznaczałoby to, że klauzule oprocentowania można uznać za niewiążące.

Najbardziej doniosłe pytanie dotyczy przyszłości samej umowy. Czy po eliminacji WIBOR-u oprocentowanie opierałoby się wyłącznie na marży banku? To nie jest jedynie techniczna wątpliwość, ale scenariusz, który mógłby przewrócić rynek hipoteczny do góry nogami.

Sektor bankowy i konsumenci na przeciwnych biegunach

Do sprawy włączyły się także instytucje europejskie i polski rząd. Komisja Europejska wskazała, że rozporządzenie BMR daje już wystarczającą ochronę i nie nakłada na banki obowiązku tłumaczenia technicznych mechanizmów wskaźnika. Warszawa podkreśliła z kolei, że WIBOR jest zgodny z regulacjami unijnymi i korzysta z domniemania legalności. Te stanowiska w dużej mierze wspierają linię obrony banków.

Przedstawiciele sektora finansowego nie pozostali bierni. Po rozprawie w czerwcu rozpoczęli intensywną kampanię informacyjną, przypominając, że polska ustawa o kredycie hipotecznym nie wymaga tłumaczenia konstrukcji wskaźnika referencyjnego. W odróżnieniu od spraw „frankowych”, tym razem banki mówią jednym głosem, unikając rozbieżnych komentarzy. Wskazują też na kancelarie prawne jako głównego inicjatora pozwów, a nie samych kredytobiorców.

Tymczasem dla konsumentów stawka jest oczywista – możliwość zakwestionowania zmiennego oprocentowania otwierałaby drogę do masowych sporów. Atmosfera przypomina nieco początki batalii frankowych, choć tym razem toczy się w otoczeniu innych regulacji i zupełnie innej retoryki.

Co może zrobić TSUE?

Scenariuszy jest kilka. TSUE może przychylić się do argumentów banków i uznać, że skoro WIBOR podlega unijnemu rozporządzeniu, sądy nie powinny go badać. Może też zaakcentować prawo konsumenta do pełnego zrozumienia skutków podpisywanej umowy – i wówczas droga do kontroli sądowej pozostanie otwarta. Niewykluczone, że trybunał wybierze rozwiązanie pośrednie, skupiając się bardziej na kwestii obowiązków informacyjnych niż na samym wskaźniku.

Niezależnie od tego, 11 września poznamy opinię Rzecznika Generalnego TSUE, która zarysuje kierunek rozstrzygnięcia. Na ostateczny wyrok trzeba będzie poczekać do 2026 r., ale już teraz zarówno banki, jak i kredytobiorcy szykują się na wynik tej batalii. Bo w gruncie rzeczy chodzi o to, czy podpisując umowę, konsument rzeczywiście wie, na co się pisze, i czy prawo daje mu pełne narzędzia, by ten wybór był świadomy.

Źródło: bankier.pl