Europa wchodzi w sezon grzewczy z drogim gazem i zbyt małymi zapasami

Europa zbliża się do sezonu grzewczego w mało komfortowej sytuacji. Gaz na holenderskim hubie TTF kosztuje ponad 70 euro za MWh, a unijne magazyny są wyraźnie słabiej wypełnione niż zwykle. Rynek, który jeszcze niedawno liczył na spadki cen, dostał więc rachunek za zwlekanie — i to wystawiony w najmniej dogodnym momencie.

Magazyny są daleko od bezpiecznego poziomu

W unijnych magazynach znajduje się obecnie około 718,21 TWh gazu, co odpowiada 65,85 proc. ich pojemności. Tymczasem na tym etapie roku poziom powinien wynosić co najmniej 80 proc. Europa musi więc przyspieszyć zakupy przed zimą, choć robi to w warunkach wysokich cen i rosnącej konkurencji o dostawy.

Sytuację pogarsza ograniczony napływ LNG z rejonu Zatoki Perskiej oraz rywalizacja z odbiorcami azjatyckimi. Im więcej chętnych na ten sam surowiec, tym mocniejsza presja cenowa — prawa rynku bywają pod tym względem wyjątkowo pozbawione sentymentów.

Europa zapłaciła za czekanie

Po poprzedniej zimie poziom zapasów spadł do około 28–30 proc. Wiosną gaz kosztował 45–50 euro za MWh, ale część państw liczyła, że później będzie taniej. Stało się odwrotnie. Konflikt wokół Iranu przedłużył się, Cieśnina Ormuz pozostała zablokowana, a problemy z infrastrukturą w Katarze dodatkowo ograniczyły podaż.

Powstał więc swoisty paradoks: gaz drożeje, ponieważ magazyny są zbyt puste, a magazyny pozostały zbyt puste, ponieważ wcześniej gaz uznano za zbyt drogi.

Polska ma większy bufor, ale nie jest odporna na podwyżki

Na tle wielu państw UE Polska wypada dobrze. Krajowe magazyny są wypełnione w 93 proc., a znajduje się w nich 34,16 TWh gazu. To jednak nie oznacza pełnego spokoju, bo zapasy nie zastępują bieżących dostaw.

Wysokie ceny hurtowe mogą z czasem przełożyć się na koszty przedsiębiorstw, a później także gospodarstw domowych. Prognozy zimowe są już teraz o około 20 proc. wyższe, przy czym jako pierwsze skutki mają odczuć przemysł, chemia, producenci nawozów i rolnictwo.