Kwiecień ostudził handel, choć portfele nie zamilkły całkowicie

Kwietniowe dane o sprzedaży detalicznej pokazały konsumenta ostrożniejszego, bardziej przesuwającego zakupy niż całkowicie rezygnującego z wydatków. Po mocnym marcu handel wyraźnie zwolnił, a wzrost sprzedaży w cenach stałych wyniósł tylko 1,3 proc. rok do roku, czyli znacznie mniej, niż zakładał rynek. W tle widać jednak kalendarz, Wielkanoc ulokowaną na początku kwietnia oraz wcześniejsze zakupy, które najwyraźniej podbiły marcowe wyniki.

Paliwa podtrzymały wynik, żywność mocno cofnęła

Najbardziej rzuca się w oczy sprzedaż paliw, która w kwietniu wzrosła realnie aż o 25,6 proc. rok do roku. Konsumenci najwyraźniej nadal tankowali z wyprzedzeniem, reagując na obawy przed wzrostem cen. To jeden z tych momentów, gdy statystyka handlu mówi coś więcej niż same liczby — pokazuje nerwowość, którą trudno zmierzyć przy kasie, ale łatwo zobaczyć przy dystrybutorze.

Jednocześnie sprzedaż żywności i napojów spadła o 5,8 proc. rok do roku. Część zakupów świątecznych najpewniej przesunęła się na marzec, więc kwiecień dostał już raczej rachunek po konsumpcyjnym przyspieszeniu niż pełny impuls zakupowy.

Ekonomiści widzą kalendarz, ale też słabszy popyt

Erste Bank Polska ocenia, że kwietniowe spowolnienie wynika przede wszystkim z układu świąt i efektów kalendarzowych, a nie z nagłego załamania gospodarki. Taka interpretacja brzmi rozsądnie, choć nie zamyka sprawy.

Bank Pekao zwraca uwagę, że po korekcie o paliwa sprzedaż w marcu i kwietniu rosła średnio o 2,5–3 proc. rok do roku, wolniej niż wcześniej. To sugeruje, że konsumpcja prywatna zaczęła tracić tempo, a paliwowy zryw przykrył słabsze wyniki części kategorii. Spadła sprzedaż odzieży i obuwia, słabiej wyglądały też dobra trwałe, w tym meble oraz sprzęt RTV i AGD.

Internet bez większego przełomu

Sprzedaż internetowa wzrosła nominalnie tylko o 0,5 proc. rok do roku, a jej udział w całym handlu zmniejszył się z 8,8 do 8,6 proc. Widać więc handel spokojniejszy, mniej jednoznaczny, z paliwami jako wyjątkiem i konsumentem, który nadal wydaje pieniądze, lecz robi to ostrożniej — jakby częściej sprawdzał nie tylko cenę, ale też własny margines bezpieczeństwa.

Źródło: bankier.pl