Prezydent Karol Nawrocki chce zmienić sposób waloryzacji rent i emerytur, proponując gwarantowaną podwyżkę kwotową w wysokości 150 zł brutto. ZUS przyjrzał się projektowi i ostrzega: nie ma na to pieniędzy, a czasu na przygotowania jest zbyt mało.
Nowy pomysł prezydenta – większe wsparcie dla najniższych świadczeń
Projekt ustawy zakłada, że od 2026 roku osoby pobierające emerytury i renty do 3 tysięcy zł brutto miałyby otrzymać stałą kwotową podwyżkę – niezależną od wskaźnika procentowego. Pomysł ma chronić seniorów o niższych dochodach, których świadczenia dziś rosną wolniej niż te wysokie. W praktyce oznaczałoby to, że najbiedniejsi emeryci zyskaliby relatywnie więcej, natomiast ci z wyższymi emeryturami pozostawaliby przy dotychczasowej, procentowej metodzie waloryzacji. To korekta systemu, która ma wprowadzić większą sprawiedliwość, choć – jak się okazuje – zderza się z twardą ścianą finansowych ograniczeń.
ZUS: pomysł kosztowny i trudny do wdrożenia
Eksperci Zakładu Ubezpieczeń Społecznych nie pozostawiają złudzeń. W opinii przygotowanej dla rządu stwierdzono, że projekt jest nadmiarowy i nie został ujęty w planach finansowych na 2026 rok. Oznacza to, że państwowy budżet i Fundusz Ubezpieczeń Społecznych nie mają zabezpieczonych środków na realizację prezydenckiej inicjatywy. ZUS zwraca również uwagę na ograniczenia techniczne – wdrożenie zmian wymaga modyfikacji systemów informatycznych, co zajęłoby minimum dziewięć miesięcy. Krótszy termin groziłby chaosem w wypłatach.
Polityczny gest czy realna reforma?
Wprowadzenie kwotowej waloryzacji to politycznie nośny temat – dobrze brzmi w przekazie, gorzej w praktyce. ZUS ostrzega, że nawet przy dobrej woli ustawodawcy ustawa nie mogłaby wejść w życie od 1 stycznia 2026 roku, bo system nie byłby gotowy do obsługi nowych zasad. Trudno nie zauważyć, że to kolejny przykład, jak między deklaracją a wykonaniem rozciąga się przepaść – nie z braku chęci, lecz z powodu pieniędzy, kodu i kalendarza.
Źródło: money.pl