Rząd w Berlinie sięga po rozwiązanie doraźne, bo sytuacja przestała mieścić się w granicach politycznej cierpliwości. Niemiecka koalicja CDU i SPD zapowiedziała czasowe obniżenie podatku od paliw o 17 eurocentów za litr, próbując choć częściowo osłabić skutki drożyzny, która po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie coraz mocniej uderza w kierowców i gospodarkę.
Ulga na dwa miesiące i sygnał wysłany do rynku
Decyzja ogłoszona w poniedziałek ma obowiązywać przez dwa miesiące i stanowi odpowiedź na gwałtowny wzrost cen paliw w Niemczech. Według ministry pracy Baerbel Bas konsumenci mają dzięki temu zaoszczędzić łącznie około 1,6 mld euro. To ruch wyraźnie interwencyjny — krótki, kosztowny i politycznie czytelny. Władza pokazuje, że widzi problem, a zarazem próbuje go złagodzić w sposób, który można wdrożyć szybko, bez długiego rytuału ustawowych sporów.
Plan pojawił się po weekendowych negocjacjach nad jeziorem Tegel w Berlinie. Sam ten detal mówi sporo o temperaturze sprawy — gdy ceny paliw zaczynają budzić powszechną frustrację, rozmowy przestają być wyłącznie techniczne. Zaczynają dotyczyć nastrojów, a te w takich momentach bywają dla rządzących równie kłopotliwe jak same wskaźniki.
Koalicja wybrała obniżkę podatku, bo inne pomysły nie zyskały poparcia
Wewnątrz koalicji nie brakowało sporów o to, jak odpowiedzieć na kryzys. SPD proponowała ograniczenie możliwości podnoszenia cen przez dystrybutorów, jednak ten wariant nie przyniósł oczekiwanego rozstrzygnięcia. CDU, reprezentowana przez minister gospodarki Katherinę Reiche, postawiła na zwiększenie ulg podatkowych dla osób dojeżdżających do pracy i odrzuciła pomysł podatku od nadzwyczajnych zysków sektora energetycznego. Sceptyczny wobec tej koncepcji pozostaje także kanclerz Friedrich Merz.
Ostatecznie wygrało rozwiązanie najprostsze komunikacyjnie i najszybsze do odczucia przy dystrybutorze. Kierowca nie analizuje przecież konstrukcji fiskalnej państwa — widzi cenę na pylonie i to ona rozstrzyga, czy uzna działania rządu za pomoc, czy za polityczny teatr.
Wojna wywindowała ceny, a skutki mają zostać na dłużej
Od początku wojny na Bliskim Wschodzie, rozpoczętej 28 lutego atakami USA i Izraela na Iran, ceny paliw w Niemczech wyraźnie wzrosły. Z danych ADAC wynika, że w szczytowym momencie po Wielkanocy litr oleju napędowego kosztował średnio o ponad 70 eurocentów więcej niż przed wybuchem konfliktu, a litr benzyny E10 podrożał o ponad 41 eurocentów. Tego rodzaju skok przestaje być drobną niedogodnością — zaczyna wpływać na codzienne decyzje, koszty dojazdów i nastroje konsumenckie.
Reiche ostrzegła w poniedziałek, że niemiecka gospodarka prawdopodobnie będzie odczuwać skutki wojny z Iranem do końca 2026 roku. To już szerszy problem niż sam rachunek za tankowanie. Paliwo jest tu tylko pierwszym sygnałem, najbardziej widocznym i najbardziej drażniącym, bo pojawia się tam, gdzie państwo styka się z obywatelem bez żadnych pośredników — przy kasie, na stacji, w zwykły dzień.