ZUS i Państwowa Inspekcja Pracy łączą siły. Tym razem nie w walce z papierologią, lecz z fikcyjnym samozatrudnieniem. Na celowniku znajdą się firmy, które optymalizują koszty pracy kosztem prawa pracy – i to nie losowo, lecz precyzyjnie, na podstawie danych.
ZUS skanuje rynek, PIP wchodzi do akcji
Zakład Ubezpieczeń Społecznych uruchamia algorytm oceniający ryzyko nadużyć przy kontraktach B2B. System przeanalizuje dane o płatnikach składek, szukając sygnałów, które mogą sugerować ukryty stosunek pracy. Wśród nich znajdą się m.in. wystawianie jednej faktury miesięcznie, świadczenie usług dla byłego pracodawcy czy praca w ściśle określonym miejscu i czasie. Jeśli profil firmy wzbudzi podejrzenia, inspektor PIP otrzyma gotową listę i ruszy do działania. Kontrole „na chybił trafił” odejdą w zapomnienie.
Nowe narzędzie w starym problemie
Państwowa Inspekcja Pracy od lat zmaga się z brakiem zasobów, przez co kontrola rynku była powierzchowna i często reaktywna. Nowy system ma to zmienić – dane z ZUS pozwolą precyzyjnie typować podmioty najbardziej narażone na nieprawidłowości. – Inspektorzy będą działać jak snajperzy, nie artyleria – komentują eksperci. Wdrożenie algorytmu może radykalnie zwiększyć skuteczność kontroli i znacząco ograniczyć zjawisko wypychania pracowników na samozatrudnienie.
Trzęsienie ziemi dla taniego B2B?
Dla firm opierających model biznesowy na tanich kontraktach cywilnoprawnych to może być początek końca. System scoringowy ZUS oznacza, że urzędnicy będą trafiać tam, gdzie fikcja ma solidne podstawy w danych. Ryzyko wykrycia wzrośnie, a wraz z nim – odpowiedzialność. Dotychczasowy komfort „szarej strefy B2B” może się skończyć. I może to dobrze – o ile narzędzie nie stanie się pałką do odstraszania małych firm, lecz sposobem na przywrócenie elementarnej równowagi na rynku pracy.
Źródło: bankier.pl