Chińskie autobusy już na polskich ulicach. Eksperci biją na alarm: „Powtórka już trwa”

Tylko w 2025 roku w Polsce zarejestrowano 31 chińskich autobusów elektrycznych. Niewiele? Przypomina to początek ekspansji chińskich samochodów osobowych – z 370 sztuk do 11 tys. w rok. A teraz podobny scenariusz rozgrywa się na rynku komunikacji publicznej.

Yutong na prowadzeniu, unijne dotacje na pokładzie

W ostatnich przetargach miejskich Yutong nie tylko złożył najtańsze oferty – często był jedynym producentem gotowym dostarczyć autobusy. W Białymstoku wygrał zamówienie na 60 pojazdów, oferując cenę o 55 mln zł niższą niż zakładany budżet. Koszt jednostkowy? Znacznie poniżej ofert europejskich. Chiński producent ma homologację, certyfikaty bezpieczeństwa i… pełne prawo konkurować w przetargach współfinansowanych z funduszy UE. Efekt? Lokalni producenci rezygnują z udziału, bo nie są w stanie zbić ceny przy zachowaniu marży i zatrudnienia.

Europa śpi, Ameryka już się obudziła

W USA bez lokalnej fabryki nie wejdziesz do przetargu. Wymogi Buy American Act zmuszają producentów do tworzenia miejsc pracy na miejscu. Tymczasem Unia Europejska wciąż dopuszcza import gotowych pojazdów, finansowanych z publicznych środków. – Już mamy powtórkę z rynku aut osobowych – ostrzega Jakub Faryś z PZPM. – Zanim to zrozumiemy, stracimy tysiące miejsc pracy w europejskim przemyśle motoryzacyjnym.

Taniej, szybciej, ale z importu

Chińskie autobusy są nawet o 30 proc. tańsze niż ich europejskie odpowiedniki. To efekt ogromnej skali produkcji, niższych kosztów pracy i bezkompromisowego podejścia do konkurencji cenowej. – Autobus elektryczny to w dużej mierze produkcja ręczna – tłumaczy Faryś – a każda zmiana w konfiguracji zwiększa koszt. Tylko że w obecnym modelu to nie jakość, lecz cena decyduje o wyborze. I tu właśnie zaczyna się problem, którego Europa na razie nie chce widzieć.

Źródło: money.pl