Cieśnina Ormuz znów podnosi temperaturę na rynku ropy

Ropa drożeje we wtorek po doniesieniach o kolejnych atakach w rejonie cieśniny Ormuz, jednego z najważniejszych szlaków transportu surowców z Zatoki Perskiej. Rynek nie wpadł w panikę, ale zareagował wyraźnie: baryłka WTI w kontraktach na sierpień kosztowała 69,20 dol., a Brent z dostawą na wrzesień 72,68 dol. — w obu przypadkach ceny rosły o niespełna 1 proc.

Rakiety, ogień i krucha deeskalacja

Według doniesień portalu Axios irańskie wojsko wystrzeliło co najmniej dwie rakiety, które trafiły i uszkodziły dwa statki przepływające przez cieśninę Ormuz. Nikt nie zginął, ale same zniszczenia wystarczyły, by inwestorzy znów przypomnieli sobie, jak cienka bywa granica między „kontrolowanym napięciem” a kryzysem, który natychmiast dolicza premię za ryzyko.

Brytyjska UKMTO informowała wcześniej o uszkodzonym tankowcu w pobliżu wybrzeża Omanu. Statek miał stanąć w ogniu. To pierwsze takie uderzenia od 27 czerwca, a więc po krótkiej przerwie, która — jak widać — nie oznaczała jeszcze powrotu do normalności.

Ormuz pozostaje nerwem świata surowców

Irańskie władze ostrzegały ostatnio statki korzystające z tras innych niż preferowane przez Teheran. Szczególne napięcie budzi południowy korytarz wyznaczony przez USA jako wolny od min i biegnący blisko Omanu.

Dla rynku to sygnał, że zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie pozostaje kruche, a transport przez cieśninę Ormuz nadal może stać się źródłem gwałtownych ruchów cen. Analitycy wskazują jednak, że obecna reakcja może mieć ograniczony zasięg, bo fizyczny rynek ropy pozostaje słaby, a nastroje inwestorów dalekie są od euforii.

OPEC+ komplikuje obraz cen

Na wzrost napięcia nakładają się decyzje producentów. Saudi Aramco obniżyło cenę ropy Arab Light dla odbiorców w Azji, a siedem państw OPEC+ uzgodniło zwiększenie wydobycia o 188 tys. baryłek dziennie w przyszłym miesiącu.

To tworzy niełatwy paradoks: z jednej strony rakiety w pobliżu Ormuzu podbijają nerwowość, z drugiej — większa podaż i walka o udziały w rynku hamują cenowy entuzjazm. Rynek ropy znów siedzi więc między beczką prochu a beczką nadpodaży, i trudno nie odnieść wrażenia, że obie stoją niebezpiecznie blisko siebie.

Źródło: bankier.pl