Globalny rynek energii znów znalazł się w punkcie napięcia. Szefowie największych amerykańskich koncernów naftowych alarmują administrację USA, że sytuacja wokół cieśniny Ormuz może wywołać kolejną falę wzrostów cen ropy. W grze pozostaje jeden z najważniejszych szlaków transportu surowców na świecie – a jego ewentualne zamknięcie oznaczałoby wstrząs dla całej gospodarki.
Koncerny naftowe ostrzegają Biały Dom
Podczas spotkań z przedstawicielami administracji Donalda Trumpa liderzy amerykańskiej branży naftowej przedstawili jednoznaczne ostrzeżenia. W rozmowach uczestniczyli m.in. dyrektorzy generalni ExxonMobil, Chevron oraz ConocoPhillips. Według informacji przekazywanych przez osoby znające kulisy rozmów menedżerowie wskazywali, że blokada cieśniny Ormuz mogłaby wywołać poważne zakłócenia na światowym rynku energii.
Szef ExxonMobil Darren Woods miał podkreślać, że rosnące napięcia geopolityczne mogą napędzić spekulację na rynku surowców. W takim scenariuszu notowania ropy mogłyby wyraźnie przekroczyć obecne poziomy, a zmienność cen stałaby się jeszcze większa.
Baryłka już przy 100 dolarach
Rynek zareagował na napięcia bardzo szybko. W ciągu zaledwie kilku dni notowania amerykańskiej ropy wzrosły z około 87 dolarów za baryłkę do poziomu bliskiego 100 dolarów. Taki skok nastąpił mimo działań mających uspokoić sytuację.
Administracja zdecydowała się na rekordowe uwolnienie około 400 mln baryłek ropy ze strategicznych rezerw, a także czasowo złagodziła sankcje na rosyjski surowiec. Według przedstawicieli branży środki te mogą jednak okazać się niewystarczające, jeśli napięcia w regionie Zatoki Perskiej będą się pogłębiać.
Dlaczego cieśnina Ormuz ma tak ogromne znaczenie
Cieśnina Ormuz pozostaje jednym z najważniejszych punktów globalnego systemu energetycznego. Każdego dnia przepływa przez nią około jedna piąta światowych dostaw ropy oraz skroplonego gazu ziemnego. Ewentualne zamknięcie tego szlaku oznaczałoby nagłe zniknięcie z rynku ogromnych ilości surowca.
Analitycy wskazują, że przez tę trasę transportuje się nawet 9–10 milionów baryłek ropy dziennie. Tych wolumenów nie da się szybko zastąpić dodatkowymi dostawami z innych regionów.
Administracja szuka wyjścia z sytuacji
Biały Dom analizuje różne możliwości ograniczenia presji cenowej. Wśród rozważanych działań pojawia się dalsze luzowanie sankcji wobec rosyjskiej ropy, kolejne uwalnianie strategicznych rezerw czy zmiany w regulacjach dotyczących transportu surowca między amerykańskimi portami.
Równolegle prowadzone są rozmowy dotyczące zwiększenia dostaw z Wenezueli oraz ewentualnych inwestycji amerykańskich firm w tamtejszy sektor naftowy. Branża ostrzega jednak, że nawet zwiększenie produkcji w USA nie zrekompensuje w krótkim czasie tak ogromnych wolumenów transportowanych przez Ormuz.
Na rynku pojawia się więc coraz bardziej niewygodne pytanie – czy świat przygotował się na scenariusz, w którym ropa kosztuje znacznie więcej niż dziś. Jedna z opinii branżowych wybrzmiewa wyjątkowo mocno: ropa po 120 dolarów za baryłkę oznaczałaby poważne szkody dla globalnej gospodarki.
Źródło: money.pl