Światowe zapasy ropy naftowej znalazły się pod silną presją, a analitycy alarmują, że ich poziom zbliża się do najniższych wartości od kilku lat. Problemem nie jest wizja nagłego końca ropy, bo ta brzmi efektownie głównie w nagłówkach, lecz tempo, w jakim topnieją rezerwy oraz niedobory konkretnych produktów rafinowanych.
Cieśnina Ormuz stała się punktem zapalnym
Według przytoczonych szacunków globalne zapasy ropy zmniejszały się od początku marca do końca kwietnia o około 4,8 mln baryłek dziennie. Za tak gwałtownym spadkiem stoi przede wszystkim blokada cieśniny Ormuz, czyli jednego z najważniejszych szlaków transportu surowca z rejonu Zatoki Perskiej. Gdy taki korytarz przestaje działać normalnie, rynek reaguje nerwowo — i trudno się temu dziwić.
Największe ryzyko dotyczy państw, które mają ograniczony bufor bezpieczeństwa. Wśród krajów szczególnie narażonych wymieniane są m.in. Indonezja, Wietnam, Pakistan i Filipiny, gdzie poziom zaopatrzenia może spaść do krytycznych wartości w ciągu niespełna miesiąca.
Europa także odczuwa presję
Kryzys nie zatrzymał się na Azji. W hubie Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia zapasy nafty zmniejszyły się o jedną trzecią i osiągnęły najniższy poziom od sześciu lat. To ważny sygnał dla Europy, zwłaszcza dla dużych gospodarek, takich jak Niemcy, Francja czy Wielka Brytania.
Analitycy wskazują, że światowe rezerwy pokrywają obecnie około 101 dni globalnego zużycia, a do końca maja mogą spaść do 98 dni. Samo to nie oznacza jeszcze paraliżu, ale pokazuje, jak cienka staje się warstwa bezpieczeństwa, na której opiera się handel, transport i przemysł.
Rządy sięgają po rezerwy, rynek czeka na odblokowanie szlaku
W odpowiedzi na kryzys rządy zatwierdziły uwolnienie 400 mln baryłek ze strategicznych rezerw, koordynowane przez Międzynarodową Agencję Energetyczną. Stany Zjednoczone wykorzystały już znaczną część własnych zasobów, co może sprowadzić ich rezerwy strategiczne do poziomu niewidzianego od 1982 roku.
Najbardziej niepokojące są jednak zapasy produktów rafinowanych — nafty lotniczej, surowców petrochemicznych czy paliw używanych w przemyśle. To one decydują o codziennym funkcjonowaniu gospodarki. Ropa w ziemi jest pojęciem abstrakcyjnym; paliwo, którego brakuje w konkretnym porcie, rafinerii lub magazynie, bardzo szybko staje się problemem całkiem namacalnym.
Źródło: wiadomosci.onet.pl