Rynki surowcowe mają jedną cechę, której trudno im odmówić — reagują szybciej niż polityczne komunikaty zdążą się zestarzeć. Wystarczy nowa eskalacja wokół cieśniny Ormuz, by ceny gazu dla Europy natychmiast poszły w górę. W poniedziałek rano, na początku sesji azjatyckiej, kontrakty wzrosły o ponad 11 proc., osiągając poziom 43 euro za megawatogodzinę. To nie był detal z wykresu, tylko czytelny sygnał, że inwestorzy znów wyceniają ryzyko zakłóceń w jednym z najważniejszych punktów światowego handlu energią.
Rynek gazu błyskawicznie odrobił wcześniejsze spadki
Po informacji o ponownym zamknięciu cieśniny Ormuz przez Iran ceny kontraktów na gaz dla Europy gwałtownie odbiły, niwelując całość piątkowych spadków. Taki ruch pokazuje, jak silnie sytuacja geopolityczna wpływa dziś na wyceny surowców. Nie potrzeba długiego oczekiwania ani spokojnej analizy. Wystarcza sygnał, że kluczowy szlak morski znów znalazł się pod blokadą.
Powodem nowego zwrotu okazało się zajęcie przez USA irańskiego statku towarowego. Teheran odpowiedział wznowieniem blokady, a obie strony zaczęły oskarżać się o naruszanie zasad zawieszenia broni. W praktyce rynek usłyszał jedno: napięcie wróciło, a wraz z nim wróciła premia za ryzyko.
Eskalacja USA–Iran uderza także w ropę
Nerwowość nie zatrzymała się na gazie. W ślad za nim ruszyły ceny ropy naftowej. Baryłka Brent podrożała w nocy niemal do 98 dolarów, a amerykańska WTI zbliżyła się do 89 dolarów. To kolejny dowód na to, że cieśnina Ormuz pozostaje punktem wrażliwym dla globalnego rynku energii — i że każdy kryzys w tym miejscu błyskawicznie przekłada się na wyceny.
Dodatkową wagę sytuacji nadały słowa Donalda Trumpa, który potwierdził, że amerykańska marynarka wojenna w weekend ostrzelała i unieruchomiła statek towarowy pod irańską banderą. W odpowiedzi Iran ogłosił, że nie zamierza uczestniczyć w kolejnej rundzie rozmów irańsko-amerykańskich. Tu właśnie kończy się język dyplomatycznych formułek, a zaczyna zwykła rynkowa kalkulacja — konflikt trwa, więc taniej na razie nie będzie.
Cieśnina znów stała się symbolem globalnej niepewności
Iran poinformował, że odzyskuje „ścisłą kontrolę” nad sytuacją i cofa wcześniejszą decyzję o ponownym otwarciu tego szlaku. W tle pozostaje blokada portów przez USA, a także narastające oskarżenia i działania odwetowe. Dla Europy oznacza to wzrost kosztów i większą nerwowość wokół dostaw gazu, nawet jeśli sam kontynent leży setki kilometrów od miejsca kryzysu.
Chris Weston z Pepperstone zwrócił uwagę, że najważniejszym sygnałem dla rynków było właśnie zajęcie irańskiego statku przez wojsko USA i natychmiastowa zapowiedź odwetu ze strony Teheranu. To wystarczyło, by inwestorzy zareagowali bez zwłoki — bo w handlu energią geografia ma znaczenie, lecz jeszcze większe znaczenie ma strach przed przerwaniem ciągłości dostaw.
Źródło: money.pl