Sanki wracają do łask. Zima zrobiła z nich towar pierwszej potrzeby

Wystarczyło kilka dni intensywnych opadów śniegu, by sanki – przez lata traktowane jak relikt przeszłości – znów stały się jednym z najbardziej pożądanych produktów w kraju. Rodzice przeczesują piwnice, garaże i portale sprzedażowe, a dzieci zacierają ręce. W wielu regionach Polski zapanował autentyczny szał na zimowy sprzęt, który jeszcze niedawno pokrywała gruba warstwa kurzu.

OLX, Facebook i wyścig z czasem

Na popularnych platformach sprzedażowych – z OLX na czele – ogłoszenia dotyczące sanek znikają w błyskawicznym tempie, a użytkownicy oznaczają je jako „nieaktualne” często już po kilku minutach. W ofercie dominują klasyczne modele drewniane, ale dostępne są również warianty plastikowe, podwójne, a nawet te z kierownicą. Ceny zaczynają się od około 30 złotych, ale sięgają nawet 300 złotych za sanki dwuosobowe czy bardziej zaawansowane konstrukcje. Popyt rozlewa się też na lokalne grupy na Facebooku, gdzie użytkownicy nie tylko kupują, ale i poszukują wypożyczenia – choćby na kilka śnieżnych dni. Traktują sanki jak sezonowy gadżet, potrzebny tu i teraz.

Sanki nie takie drogie jak kiedyś

Choć zainteresowanie bije rekordy, rynek zachowuje się dziś bardziej racjonalnie niż podczas pandemicznej zimy 2021 roku. Wówczas ceny standardowych modeli sięgały nawet 400 złotych. Dziś, mimo nagłego skoku popytu, pozostają wyraźnie niższe. Katarzyna Jędrachowicz z Ceneo zauważa, że to właśnie nagła zmiana pogody – a nie planowane zakupy – najbardziej wpływa na wzrost zainteresowania zimowym sprzętem. Dzieci rzucają się w śnieg z entuzjazmem, a dorośli – z portfelem. I choć na drogach trwa zimowy armagedon, na górkach słychać wyłącznie śmiech i zjazdy.

Źródło: forsal.pl