Jeszcze niedawno węgiel miał w europejskiej energetyce odchodzić do historii. Geopolityka po raz kolejny pokazała jednak, że ambitne plany potrafią zderzyć się z bardzo przyziemnym problemem — ceną i dostępnością paliwa. Drogi gaz sprawia, że elektrownie węglowe znów stają się bardziej opłacalne.
Gaz drożeje, więc węgiel wraca do gry
Zakłócenia transportu przez cieśninę Ormuz podbiły cenę gazu do 80 euro za megawatogodzinę. W efekcie produkcja energii z węgla kamiennego i brunatnego zaczęła przynosić lepsze wyniki ekonomiczne niż generacja gazowa. Według prognoz ICIS w ciągu najbliższego półrocza produkcja energii z węgla może wzrosnąć o 25 proc., podczas gdy wykorzystanie gazu spadnie w podobnej skali.
To energetyczny paradoks naszych czasów — Europa ograniczała rolę węgla przez dekady, a teraz potrzebuje go jako zabezpieczenia.
Polska chce zachować węglowy bufor
Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun wskazuje, że krajowy system nadal potrzebuje węgla jako elementu stabilizującego. Wiceminister Grzegorz Wrona ocenia natomiast, że część polskich złóż może być eksploatowana efektywnie jeszcze przez 10–15 lat. Nie chodzi jednak o pełny odwrót od transformacji, lecz o zachowanie wybranych kopalń i bloków energetycznych jako zaplecza bezpieczeństwa.
OZE rosną, lecz system nadal potrzebuje stabilnych źródeł
Choć fotowoltaika dysponuje już największą mocą w polskim systemie, rzeczywista produkcja energii nadal opiera się przede wszystkim na węglu. W sierpniu elektrownie węglowe odpowiadały za 57 proc. generacji, podczas gdy fotowoltaika dostarczyła 21 proc., wiatr 11 proc., a gaz 10 proc.
Problem polega na tym, że OZE zależą od pogody, więc nie zawsze mogą pokryć zapotrzebowanie. Węgiel wraca zatem nie jako symbol dawnego modelu energetycznego, lecz jako awaryjna podpora systemu, który wciąż nie potrafi funkcjonować wyłącznie na źródłach odnawialnych.