Amerykańska hossa nie zniknęła, ale w ostatnim czasie wyraźnie straciła impet. Inwestorzy wciąż mierzą się z wysokimi cenami ropy oraz rentownościami obligacji, które ograniczają przestrzeń do dalszego wzrostu indeksów. Sytuację może jednak zmienić scenariusz zapowiadany przez Donalda Trumpa — gwałtowny spadek cen surowca.
Ropa może odblokować potencjał rynku
Prezydent USA przekonuje, że Iran przegrywa wojnę, a notowania ropy wkrótce mocno spadną. Dane Kpler wskazują jednocześnie, że transport baryłek przez cieśninę Ormuz wrócił do około 80 proc. poziomu sprzed konfliktu.
Jeżeli napięcie wokół Teheranu osłabnie, a ceny energii zaczną schodzić w dół, Wall Street może otrzymać kilka impulsów naraz. Niższa ropa oznaczałaby mniejszą presję kosztową, słabsze obawy inflacyjne i potencjalnie niższe rentowności. Do tego doszedłby spadek oczekiwań na podwyżki stóp przez Fed. Rynkowe „goldilocks”? Na razie to scenariusz, ale zdecydowanie nie abstrakcyjny.
Wyniki spółek dają inwestorom argumenty
Fundamenty również wyglądają solidnie. Analitycy oczekują wzrostu zysków spółek z S&P 500 o około 28 proc. rok do roku w III kwartale i niespełna 26 proc. w IV kwartale. Tymczasem sezon wyników za II kwartał przyniósł znacznie większe pozytywne zaskoczenia.
Aż 86 proc. firm przebiło prognozy zysku na akcję, a prawie 80 proc. okazało się lepszych od oczekiwań pod względem przychodów. Co istotne, poprawa nie ogranicza się do technologicznych gigantów — zyski pozostałych 493 spółek wzrosły niemal o 32 proc. rok do roku.
Wyceny nie straszą jak wcześniej
Do mocnych wyników dochodzi jeszcze jeden element: wyceny S&P 500 nie odbiegają obecnie znacząco od wieloletnich średnich. W czasie hossy taki układ nie pojawia się często.
Jeżeli więc ropa rzeczywiście potanieje, a spółki kolejny raz pokażą wyniki lepsze od prognoz, inwestorzy mogą dostać kombinację, której rynek szczególnie lubi — rosnące zyski przy jednoczesnej przestrzeni do wzrostu wycen.