Zakup używanego telefonu, laptopa, telewizora, roweru czy mebli od osoby prywatnej może dziś oznaczać obowiązek zapłaty podatku od czynności cywilnoprawnych. Wielu kupujących kojarzy PCC głównie z samochodami, tymczasem przepisy obejmują także zwykłe rzeczy z drugiej ręki — i właśnie ten detal potrafi zaskoczyć przy transakcji, która wyglądała jak prosta okazja z ogłoszenia.
Obecnie granicą jest 1000 zł
Dziś kupujący nie musi płacić PCC ani składać deklaracji PCC-3, jeśli wartość transakcji nie przekracza 1000 zł. Po przekroczeniu tej kwoty pojawia się już obowiązek rozliczenia podatku. Dotyczy to m.in. zakupu używanego telefonu, laptopa, opon, mebli czy sprzętu RTV od osoby prywatnej.
Stawka PCC wynosi 2 proc., więc przy niewielkich zakupach kwota podatku bywa niska. Problem polega na tym, że sam obowiązek nadal istnieje, a jego pominięcie może uruchomić działania urzędu skarbowego. Brzmi biurokratycznie? Bo trochę takie jest — szczególnie wtedy, gdy mówimy o podatku liczonym w kilkudziesięciu złotych.
Limit ma wzrosnąć do 3000 zł
Ministerstwo Finansów chce podnieść próg zwolnienia z PCC z 1000 zł do 3000 zł. Resort tłumaczy, że pobór podatku od umów o niskiej wartości często przestaje mieć sens ekonomiczny, ponieważ koszty postępowań, korespondencji i pracy urzędników mogą zbliżać się do samej kwoty podatku albo ją przewyższać.
W uzasadnieniu projektu wskazano, że trzykrotne podniesienie limitu nawiązuje do wzrostu siły nabywczej obywateli od 2001 r. Ministerstwo zwróciło uwagę, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie w gospodarce narodowej wzrosło od tego czasu o 297 proc.
Zmiana dotyczy rzeczy używanych
Proponowane przepisy mają znaczenie przede wszystkim przy zakupach od osób prywatnych, a więc przy transakcjach zasadniczo nieobjętych VAT. Jeżeli kupujemy nową rzecz z VAT, PCC co do zasady nie występuje, także wtedy, gdy sprzedawca korzysta ze zwolnienia z VAT.
Administracja skarbowa może weryfikować takie transakcje na podstawie analizy ryzyka. Ministerstwo Finansów wskazywało wcześniej, że KAS korzysta zarówno z własnych baz danych, jak i z informacji zewnętrznych, w tym danych z portali ogłoszeniowych oraz raportów przekazywanych administracji. W praktyce oznacza to, że zakup z drugiej ręki nie zawsze pozostaje tak prywatny, jak wyobraża to sobie kupujący, który po prostu odbiera paczkę albo umawia się po odbiór mebla z ogłoszenia.
Źródło: businessinsider.com.pl