Kolejna obniżka stóp procentowych w listopadzie wydaje się przesądzona, a inwestorzy i kredytobiorcy z napięciem śledzą każdy ruch Rady Polityki Pieniężnej. Polska polityka pieniężna wchodzi w fazę, w której ostrożność graniczy z ryzykiem – bo obniżać można tylko do momentu, w którym równowaga nie przechyli się w stronę inflacji.
Seria cięć i pytanie o dno
W ciągu ostatnich miesięcy Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe czterokrotnie, redukując koszt pieniądza o łącznie 125 punktów bazowych. Po majowym rozpoczęciu cyklu luzowania, RPP sięgnęła po kolejne cięcia w lipcu, wrześniu i październiku, ignorując głosy o konieczności pauzy. Najnowsze dane o inflacji – spadek CPI do 2,8 procent – utwierdziły ekonomistów w przekonaniu, że listopadowa decyzja będzie kontynuacją tego kursu. Stopa referencyjna ma spaść do 4,25 procent, a grudzień – tradycyjnie spokojny – nie przyniesie już nowych decyzji. W tle coraz częściej pada pytanie, gdzie znajduje się „podłoga” dla polskich stóp i jak głęboko zejdziemy w 2026 roku.
Inflacja pod kontrolą, apetyt na luzowanie rośnie
Prezes NBP Adam Glapiński w październiku przyznał, że kierunek 4 procent jest osiągalny, jeśli inflacja utrzyma obecne tempo spadku. Ekonomiści Goldman Sachs i kilku krajowych banków idą jeszcze dalej – widzą przestrzeń do zejścia w okolice 3,5 procent, co oznaczałoby poziom zbliżony do czeskiego. To scenariusz kuszący, ale również ryzykowny, bo polski cel inflacyjny jest wyższy niż u naszych południowych sąsiadów. Zbyt agresywne cięcia mogłyby podważyć zaufanie do złotego i utrudnić kontrolę nad przyszłą dynamiką cen. Wciąż jednak przeważa tonacja „gołębia”, a rynki zakładają, że w pierwszym półroczu 2026 polityka pieniężna pozostanie łagodna.
Projekcje NBP kontra rzeczywistość
Listopadowe posiedzenie Rady będzie szczególne – członkowie RPP poznają nową projekcję inflacyjną banku centralnego, która może wyraźnie odbiegać od lipcowej. Tamta zakładała, że inflacja osiągnie cel dopiero w 2027 roku, co nie powstrzymało większości Rady przed kolejnymi cięciami. Ten rozdźwięk pokazuje, że NBP funkcjonuje dziś w osobliwej równowadze między prognozami a politycznym pragmatyzmem. Czwartkowa konferencja Adama Glapińskiego ma przynieść więcej światła, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że w tej grze coraz częściej liczy się nie analiza, lecz intuicja – a ta, jak wiadomo, potrafi być kapryśna jak jesień.
Źródło: bankier.pl