Jastrzębska Spółka Węglowa – największy producent węgla koksowego w Unii Europejskiej – znalazła się w sytuacji granicznej. Według ministra Wojciecha Balczuna, już na przełomie stycznia i lutego spółce może zabraknąć środków na bieżące funkcjonowanie.
Porozumienie związkowe warunkiem przetrwania
Zarząd JSW przedstawił projekt porozumienia, które czasowo zawiesza część obowiązujących porozumień zbiorowych, w tym gwarancje zatrudnienia z 2021 roku. To warunek niezbędny, by uzyskać finansowanie – zarówno z instytucji publicznych, jak i komercyjnych. Głównym źródłem pomocy miałaby być pożyczka z Funduszu Reprywatyzacji na 2,9 mld zł. Bez zgody związków – nie będzie pieniędzy.
Związkowcy mówią o „demontażu ochrony socjalnej” i szacują, że oszczędności w świadczeniach pracowniczych sięgnęłyby 8 miliardów złotych w ciągu trzech lat. W projekcie pojawia się m.in. zawieszenie 14. pensji w latach 2025–2027, ograniczenie barbórki do 30 proc. i brak wypłat w kolejnych latach, likwidacja deputatów, premii czy dodatków BHP.
Spirala zadłużenia i dekoniunktura
JSW zakończyła trzeci kwartał 2025 roku ze stratą netto w wysokości 794 mln zł. W ujęciu narastającym strata przekroczyła 2,9 mld zł, a ujemna EBITDA wyniosła 1,4 mld zł. Spółka – jak twierdzi minister – zużyła już cały fundusz stabilizacyjny i miesiąc w miesiąc generuje kilkusetmilionowe straty. Główne przyczyny to spadki cen węgla koksowego i zalew rynku przez tańszy surowiec z zagranicy, m.in. z Indonezji.
Zarząd liczy, że czasowe cięcia – i restrukturyzacja – pozwolą przetrwać kryzys. Jednak na zgodę związków zostało zaledwie kilka tygodni, a opór wobec planu jest silny. Poniedziałkowe rozmowy mogą przesądzić o przyszłości spółki. Wiceminister Grzegorz Wrona nie owija w bawełnę: jeśli nie będzie zgody na obniżenie kosztów pracy, spółki nie da się uratować.
Źródło: money.pl