Decyzja agencji Fitch o obniżeniu perspektywy ratingu Polski do poziomu negatywnego nie wywołała wstrząsów na rynkach finansowych. Złoty utrzymał stabilność, a obligacje państwowe odnotowały lekki spadek rentowności. Wbrew obawom, inwestorzy przyjęli tę informację z chłodnym spokojem, co samo w sobie jest sygnałem wartym odnotowania.
Reakcja rynku i stanowisko ekspertów
Agencja Fitch pozostawiła rating Polski na poziomie A- dla zobowiązań długoterminowych oraz F1 dla krótkoterminowych. Zmiana dotknęła wyłącznie perspektywy – ta spadła ze stabilnej do negatywnej. To właśnie ten niuans miał potencjalnie wywołać niepokój. Tymczasem rynek walutowy okazał się zaskakująco odporny. Polski złoty rozpoczął tydzień lekkim umocnieniem, a kurs euro zakończył poniedziałkową sesję poniżej poziomu 4,25. Eksperci Santander wskazali, że inwestorzy nie poddali się atmosferze pesymizmu i zignorowali ostrzeżenie Fitch.
Równie spokojnie wyglądał rynek obligacji. Rentowności polskich papierów skarbowych spadły o około dwa punkty bazowe wzdłuż całej krzywej dochodowości. Na tle regionu Europy Środkowo-Wschodniej złoty wypadł stabilniej niż forint, który stracił na wartości, a jednocześnie nieco słabiej niż korona czeska. W tym samym czasie kurs EURUSD systematycznie piął się w górę, osiągając poziom 1,175. Obraz rynku pokazuje więc pewną przewrotność – Fitch wysyła sygnał ostrzegawczy, a inwestorzy reagują, jakby odczytali go raczej jako przypomnienie o ryzykach niż realne zagrożenie.
Argumenty agencji i stanowisko rządu
Według Fitch kluczowym powodem obniżenia perspektywy jest prognozowany wzrost deficytu budżetowego do około 6,7 proc. PKB w latach 2024–2025 oraz brak wyraźnej kotwicy fiskalnej, która miałaby zapewnić przejrzysty plan konsolidacji finansów publicznych. Agencja podkreśliła, że wyzwania polityczne, w tym trudności z wdrażaniem środków fiskalnych, mogą utrudnić stabilizację sytuacji przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi. W tym obrazie więcej jest ostrzeżeń niż kategorycznych ocen – Fitch nie obniżyła samego ratingu, a jedynie wskazała na ryzyka, które mogą narastać.
Minister finansów Andrzej Domański ocenił decyzję agencji jako efekt ograniczeń legislacyjnych. Wskazał, że blokowanie kluczowych ustaw przez prezydenta zmniejsza przestrzeń dla wzmocnienia fundamentów gospodarczych. Podkreślił jednocześnie, że rząd odbudował wzrost gospodarczy, a bezrobocie utrzymuje się na niskim poziomie. Zaznaczył też, że inflacja spada najszybciej w Europie, a wydatki obronne – choć rekordowe – wynikają z konieczności związanej z wojną w Ukrainie. W tle tego sporu przebija się typowy dla polskiej debaty dysonans: instytucje międzynarodowe ostrzegają przed przyszłością, a rząd eksponuje teraźniejsze sukcesy.
Prognozy gospodarcze i szersze tło
Fitch przewiduje, że w latach 2025–2027 polski dług publiczny będzie rósł, osiągając poziom 59,3 proc. PKB w 2025 roku wobec 55,3 proc. w 2024 i 49,5 proc. w 2023. Deficyt budżetowy ma sięgnąć 6,9 proc. w 2025 roku, a później spaść symbolicznie o 0,1 punktu procentowego. Z drugiej strony agencja dostrzega silne elementy wzrostu – PKB Polski ma rosnąć w tempie 3,2 proc. w latach 2025 i 2026, czyli szybciej niż mediana wynosząca 2,3 proc.. Dodatkowym wsparciem dla gospodarki mają być fundusze unijne, które według prognoz w 2025 roku sięgną około 1 proc. PKB, a rok później aż 3 proc.
Ciekawy jest również obraz bilansu płatniczego. Deficyt rachunku bieżącego ma wynosić około 1 proc., przy czym w całości zostanie pokryty napływem bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Rezerwy walutowe do końca 2025 roku mają wzrosnąć do 249 miliardów dolarów, co odpowiada 5,3 proc. prognozowanych płatności zagranicznych. Te liczby tworzą obraz gospodarki, która nie ucieka od wyzwań, lecz równocześnie nie traci potencjału do wzrostu. Można wręcz odnieść wrażenie, że Fitch i rynek patrzą na Polskę z dwóch różnych perspektyw – agencja dostrzega ryzyko, inwestorzy widzą stabilność i szansę.
Źródło: money.pl