Kiedy firma notuje rekordowe marże, a giełda reaguje wzrostem na wieść o zwolnieniach – trudno nie zadać sobie pytania, gdzie podziała się logika odpowiedzialnego biznesu. Ericsson ogłosił właśnie, że pożegna się z 1600 pracownikami w Szwecji, mimo że jego rentowność systematycznie rośnie.
Zwolnienia jako fundament strategii
Kierownictwo Ericssona nie owija w bawełnę. Plan zakłada redukcję 13 proc. szwedzkiego personelu i jest kolejnym etapem globalnej restrukturyzacji. W ciągu trzech lat z firmy odeszło ponad 10 tys. osób. Tymczasem skorygowana marża brutto sięga już 48,1 proc., a marża EBITDA osiąga trzyletnie maksimum – 14,7 proc. Odpowiedź rynku? Kurs akcji wzrósł o 1,7 proc. Sygnał jest czytelny – opłaca się ciąć, nawet jeśli firma ma się dobrze. Ericsson gra pod liczby, nawet jeśli oznacza to demontaż własnych zasobów inżynierskich.
Strukturalne spowolnienie i dylemat przyszłości
Popyt na sprzęt 5G wyhamowuje, a Chiny i Indie nie są już motorami wzrostu. Ericsson ratuje się wynikami z rynku amerykańskiego, ale to nie wystarcza, by zamortyzować globalny spadek zamówień. Analitycy J.P. Morgan podkreślają, że to właśnie zwolnienia napędzają poprawę wskaźników – pytanie, czy taka strategia nie rozminie się z rzeczywistością, gdy zabraknie ludzi do pracy. Rynek nie znosi próżni, a konkurencja nie śpi – Nokia zyskała w 2025 roku ponad 20 proc. na wartości, stawiając na sztuczną inteligencję i mniej agresywną politykę kadrową.
Polska bezpieczna, ale na jak długo?
W Polsce Ericsson zatrudnia ponad 2000 inżynierów – głównie w Krakowie i Łodzi – i nie uwzględnił ich w aktualnym planie cięć. To największe centra R&D firmy w Europie poza Szwecją, a jednocześnie ostatni bastion stabilności. Ale jeśli centrala postrzega ludzi jak dane w Excelu, trudno przewidzieć, jak długo ten bastion się utrzyma.
Źródło: purepc.pl