Wyprzedaż japońskich obligacji, która rozegrała się w ciągu jednej sesji, zachwiała globalnymi rynkami i zburzyła wieloletni mit o Japonii jako bezpiecznej przystani inwestycyjnej. Inwestorzy mierzą się z nową rzeczywistością – i nie każdy jest na nią gotowy.
Obligacje tracą, jen się waha – Japonia wychodzi z cienia
Jeszcze niedawno ćwierć punktu procentowego wzrostu rentowności japońskich obligacji wymagał tygodni. Teraz wystarczyła jedna sesja. Rynek, który przez dekady symbolizował finansowy spokój, gwałtownie przyspieszył, a rentowności długoterminowych papierów przekroczyły 4 proc. W tle rośnie inflacja i napięcia polityczne – premierka Sanae Takaichi promuje stymulację fiskalną mimo już wysokiego zadłużenia.
To wszystko dzieje się w przededniu przedterminowych wyborów parlamentarnych, co tylko zwiększa skalę niepewności. Kurs jena gwałtownie się waha, a inwestorzy przygotowują się na kolejne turbulencje.
Globalne skutki lokalnego wstrząsu
Stawką jest nie tylko kondycja japońskiego rynku, ale przyszłość 5 bln dolarów ulokowanych przez krajowe fundusze za granicą. Rosnące rentowności mogą sprowadzić ten kapitał z powrotem do kraju, zaburzając równowagę finansową na świecie. Fundusze hedgingowe, inwestorzy instytucjonalni – wszyscy kalkulują od nowa.
W Tokio giełda zareagowała nerwowo – indeks Nikkei stracił 2,1 proc., a eksportowi giganci jak Honda, Nissan czy Panasonic zanotowali dotkliwe spadki. To sygnał, że „nowa era”, jak określił ją Masayuki Koguchi z Mitsubishi UFJ, wymaga zupełnie innej strategii – także poza Japonią.
Źródło: businessinsider.com.pl