Po skierowaniu przez prezydenta Karola Nawrockiego ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków do Trybunału Konstytucyjnego rząd szuka innej drogi do zwiększenia wpływów z sektora paliwowo-energetycznego. Nowa koncepcja jest prostsza konstrukcyjnie – zamiast osobnej daniny przewiduje czasowe podniesienie CIT dla największych firm.
CIT wzrośnie do 30 proc.
Z opublikowanych założeń wynika, że w 2027 r. stawka CIT dla objętych zmianami przedsiębiorstw ma wzrosnąć z 19 do 30 proc. Rok później wyniesie 26 proc., a w 2029 r. spadnie do 23 proc. Powrót do standardowego poziomu przewidziano od 2030 r.
Wyższy podatek ma dotyczyć firm z przychodami przekraczającymi 50 mln euro. Na liście znalazły się m.in. podmioty zajmujące się wydobyciem ropy i gazu, handlem paliwami, produkcją paliw ciekłych, a także przesyłaniem i dystrybucją energii elektrycznej.
Rząd zmienia sposób, ale nie cel
Poprzedni pomysł zakładał opodatkowanie nadzwyczajnych zysków osiągniętych od marca do grudnia 2026 r. Danina miała objąć około 20–30 przedsiębiorstw i przynieść budżetowi nawet 4 mld zł. Pieniądze miały wspierać działania obniżające ceny paliw, w tym pakiet CPN.
Prezydent zakwestionował jednak przepisy, wskazując na problem działania prawa wstecz. Rząd odpowiedział ostrą krytyką i zapowiedział, że z pomysłu dodatkowego obciążenia koncernów nie zrezygnuje. Finansowa układanka trwa więc dalej – zmieniają się narzędzia, ale potrzeba pieniędzy pozostaje ta sama.
Ekonomiści ostrzegają przed skutkami
Wątpliwości budził już wcześniejszy windfall tax. Arkadiusz Balcerowski z mBanku zwracał uwagę, że jednorazowe wpływy nie rozwiążą strukturalnych problemów finansów publicznych. Zbyt mocne obciążanie firm w okresach wysokich zysków może też ograniczać ich skłonność do inwestowania, a to w dłuższej perspektywie może ciążyć wzrostowi gospodarczemu.